O.K.

Czy Jezus był faryzeuszem z dobrego domu? Polemika z wywiadem Łukasza Niesiołowskiego-Spano dla Radia Naukowego

dodane: 2023-12-21
0
Czy Jezus był faryzeuszem z dobrego domu? Polemika z wywiadem Łukasza Niesiołowskiego-Spano dla Radia Naukowego
Czy Jezus miał być zbuntowanym faryzejskim lewicowcem z bogatego domu, głoszącym prostą, optymistyczną formułkę dla biednego ludu?

Wstęp: Krytycznie omówimy kolejny wywiad Łukasza Niesiołowskiego-Spano dla Radia Naukowego, internetowego podcastu na YouTube prowadzonego przez związaną z Radiem TOK FM dziennikarkę Karolinę Głowacką (link do strony podcastu). Dla przypomnienia dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano (biografia na Wikipedii) jest historykiem starożytności, specjalista od historii starożytnej Palestyny w czasach biblijnych i dziekanem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. I w swoich publikacjach, a także popularnych wywiadach i wykładach, prezentuje on bardzo krytyczne, wręcz negacjonistyczne podejście do wiarygodności opowieści biblijnych.

Tym razem omówimy film Historyczny Jezus -faryzeusz z dobrego domu, opublikowany 23 grudnia 2021 r., a więc tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. I oczywiście jednym z głównych wątków tego wywiadu jest nieoparta na żadnych źródłach historycznych negacja ewangelicznego przekazu o narodzinach Jezusa w Betlejem Judzkim. Ale to tylko część opowieści o tzw. historycznym Jezusie, czyli wymyślonej charakterystyce Jezusa według poglądów Niesiołowskiego-Spano. Mamy tam stwierdzenia, jakoby Jezus był pochodzącym z bogatej i wykształconej rodziny o poglądach faryzejskich członkiem żydowskiej elity, który w jakiś sposób pokłócił się ze swoim dawnym środowiskiem i zwrócił się do prostego ludu z prostym (w stosunku do skomplikowanych nauk judaizmu), optymistycznym przesłaniem. Uznany przez Rzymian za wichrzyciela, skazany na śmierć, został później przez część swoich zwolenników uznany za Mesjasza (przy czym samo to pojęcie przeszło w judaizmie radykalną rewolucję rozumienia, od przywódcy politycznego, do eschatologicznego Zbawiciela) i w taki sposób później przedstawiony w księgach Nowego Testamentu. Jezus rzekomo miał być lewicowcem z bogatego domu.

Wszystkie teksty biblijne przedstawiam za tłumaczeniem Biblii Tysiąclecia.

 

Polemika

Zajawka (do 0:13), Niesiołowski-Spano wmawia, jakoby w starożytności poza Nowym Testamentem nikt nie znał Jezusa, albo przynajmniej nie zająknął się o jego istnieniu.

Odpowiedź: W odpowiednim miejscu odniesiemy się do tych wierutnych bzdur.

 

Do 3:20 mamy rozważania, czy mieszkańców starożytnej Palestyny należy nazywać Hebrajczykami, Izraelitami, Palestyńczykami czy też Żydami. Niesiołowski-Spano uważa, że terminu „Żydzi” można używać od V w. p.n.e. od ustanowienia perskiej prowincji Jehud. Hebrajczycy to termin biblijny oznaczający wyobrażona wspólnotę przed powstaniem monarchii Judy i Izraela. Natomiast Izraelici to też termin biblijny oznaczający meta-wspólnotę, w szczególności wyobrażoną wspólnotę Izraela na pustyni po wyjściu z Egiptu zmierzającą do Ziemi Obiecanej, co historycy traktują jako literaturę (w domyśle: legendę, mit, fikcję). „Palestyńczycy” -termin nieadekwatny, odnoszący się do współczesnych Palestyńczyków. Ostatecznie zostajemy przy Żydach.

Odpowiedź: Co do historyczności podań biblijnych o starożytności wspólnoty Izraela, potomków patriarchy Jakuba (określanych niekiedy synonimicznie jako Hebrajczycy, choć termin ten jest jeszcze starszy, patrz: Rdz 10,21, gdzie syn Noego Sem jest określony jako praojciec wszystkich Hebrajczyków, Rdz 14,13, gdzie Abram jest nazwany Hebrajczykiem itd.), to temat poruszony w innych artykułach polemizujących z twierdzeniami Niesiołowskiego-Spano („Łukasz Niesiołowski-Spano: zmyślona niebiblijna historia Izraela”, link, recenzja i krytyczne omówienie napisaengo razem z dr hab. Krystyną Stebnicką podręcznika akademickiego „Historia Żydów w starożytności: od Thotmesa do Mahometa”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2020, a także „Łukasz Niesiołowski-Spano i Radio Naukowe: Starego Testamentu datowanie i kitu publice wciskanie”, link, polemika z wywiadem dla Radia Naukowego:

Kto, kiedy i po co napisał Biblię? Nowe datowanie Starego Testamentu).

 

3:20 Skąd się wzięła koncepcja Mesjasza u Żydów? Czy istniała ona za czasów monarchii Judy przed wygnaniem babilońskim. Napisane w VIII w. p.n.e. rozdziały 7-9 w Księdze Izajasza opowiadające o Immanuelu i jego rządach. Immanuel miał być przywódcą politycznym, nowym władcą z dynastii Dawida. Wzmianki z Ksiąg Samuela o namaszczonych królach -kwestia, czy namaszczenie istniało w okresie monarchii, bo zdaniem Niesiołowskiego-Spano teksty o namaszczeniu są późniejsze niż epoka monarchii. Polityczny rys Mesjasza u Deutero-Izajasza (rozdziały 40-55 Księgi Izajasza, które to wedle Niesiołowskiego-Spano miały zostać napisane w czasach perskich), mówiące o mesjaszu („namaszczonym”) królu perskim Cyrusie, który jako sprawiedliwy król ma wyzwolić Żydów. Według pierwotnej koncepcji mesjasz miał być po prostu sprawnym politykiem, sprawiedliwym władcą, za którego rządów narodowi miało się żyć dobrze. Przy czym rola polityczna religijna ściśle się wiązała z kwestiami religijnymi, gdyż w starożytności nie można było tych sfer oddzielić. Ówczesna koncepcja mesjasza miała się różnić od późniejszych koncepcji żydowskich i chrześcijańskich.

Odpowiedź: Niesiołowski-Spano stara się przesunąć powstanie Deutero-Izajasza na czasy już po podboju Babilonii przez Persów pod wodzą Cyrusa, by zasugerować, że były to proroctwa powstałe już po fakcie. Jednak ja mam inne wrażenie. Większa część tzw. Deutero-Izajasza to egzaltowane i jak na Semitów dość abstrakcyjne i bym powiedział, mocno ponadczasowe, oderwane od konkretnego kontekstu historycznego, obrazy i wizje odkupienia Izraela (w tym słynne cztery pieśni o Słudze Jahwe), dialogi Boga z Jego ludem itd. Choć nawet wśród biblistów katolickich upowszechniło się przekonanie, że Deutero-Izajasz to dzieło nieznanego proroka z końca niewoli babilońskiej (ok. 538 r. p.n.e.) tak naprawdę niewiele widzę tam fragmentów, których nie można by przypisać oryginalnemu prorokowi Izajaszowi żyjącemu ok. 700 r. p.n.e. Mniej nawet niż w Proto-Izajaszu (rozdziały 1-39), z którego wielu biblistów wycina wielkie sekcje (m.in. rozdziały 24-27, 34-35) jako rzekomo późniejsze dodatki. Dlaczego nie pójść w drugą stronę i nie wyciąć większej części Deutero- i Tryto Izajasza, jako wcześniejsze zapiski, pochodzące od samego Izajasza? Tak więc podział na Proto- (rozdzialy 1-39), Deutero- (40-55) i Tryto-Izajasza (56-66), mnie osobiście wydaje się wątpliwy, a jeśli już, dotyczy raczej uporządkowania materiału (pochodzącego tak od oryginalnego proroka Izajasza, jak i późniejszych naśladowców i interpolatorów) w VI-V w. p.n.e. (w czasie i po niewoli babilońskiej), niż realnych postaci autorów, proroków z krwi i kości (styl wszystkich trzech części księgi jest na tyle podobny, że trudno to wytłumaczyć działalnością dwóch czy trzech osób piszących na przestrzeni 200 lat -dlaczego ci kolejni prorocy nie napisali po prostu własnych ksiąg pod własnymi imionami?). Samo imię Cyrusa pojawia się w Księdze Izajasza wprost zaledwie dwa razy (Iz 44,28; 45,1) i możliwe, że jest późniejszym dodatkiem. Jednak lwia cześć wyroczni mogła pochodzić od samego Izajasza, choć ich kompilacja i obecna postać Księgi Izajasza to dzieło późniejszych o 200 lat redaktorów. To jednak jest nie do rozstrzygnięcia i z perspektywy czasów Jezusa jest to raczej niezbyt istotne.

W każdym razie pojawia się ten problem, że tak naprawdę nie da się ustalić jednoznacznie, co jakie instytucje i poglądy (w tym także na to, co później przyjęło się nazwać mesjanizmem) istniały za czasów monarchii Izraela i Judy. Dzisiejsze twierdzenia wielu biblistów (w tym także katolickich, patrz np. Juliusz Stanisław Synowiec, „Oto twój król przychodzi: Mesjasz w pismach Starego Przymierza”, Kraków 1992), że da się dokładnie określić, kiedy i w jakim pierwotnie celu miały powstać konkretne proroctwa w dzisiejszej Biblii uznawane za mesjańskie, jaki był ich oryginalny kontekst, kiedy i przez kogo który werset został dodany itd., wydają się po prostu naciągane do z góry założonych koncepcji (najczęściej o zabarwieniu racjonalistycznym, starającym się pozbyć czynnika nadprzyrodzonego objawienia z tychże wypowiedzi, co później jako „naukowe” przejmują nawet katoliccy bibliści tacy jak Synowiec) określonej uznanej w akademickim światku biblijnej szkoły. A w rzeczywistości mogło być zupełnie inaczej -możliwe są także i inne spójne koncepcje historii redakcji ksiąg biblijnych (patrz powyższy przykład z Księgą Izajasza). Tylko trzeba je od fundamentów zbudować na nowo, burząc dawne koncepcje, czego niewielu się podejmuje (bo to trud, wyzwanie i narażający na szykany nonkonformizm). Trzeba też pamiętać, że wedle poglądów wierzących, prorocy nie przemawiali od sami od siebie, jako odbicie własnych poglądów na politykę i ustrój państwowy, lecz przekazywali słowo dane im od Boga. Pwt 18,18: Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty [Mojżesz], i włożę w jego usta moje słowa, będzie im mówił wszystko, co rozkażę.A także 2 P 1,21: Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili. Prorocy, przez których usta Bóg przemawiał, mogli w owym czasie sami nie rozumieć pełnego sensu danej im od Boga wypowiedzi. To okazywało się dopiero z czasem, nieraz po wielu wiekach.

 

9:40 Jaki miał być Mesjasz według ówczesnych wyobrażeń? Miał on pochodzić z legalnej dynastii Dawida. Wzmianka o pochodzącym z dynastii Dawida Zorobabelu, przywódcy Żydów powracających do Judy po edykcie Cyrusa w 538 r. p.n.e. Zanik tradycji o konieczności pochodzenia Mesjasza z rodu Dawida. Czy Mesjasz miał być Synem Boga? Według Niesiołowskiego-Spano, nie, Mesjasz miał być po prostu wyjątkowym królem. Konieczność oddzielenia pierwotnych przekonań od wtórnych. Niesiołowski-Spano sugeruje, że imię Immanuel niekoniecznie musiało być od początku obecne w Księdze Izajasza, mogło być coś innego. Twierdzi, że niewiele wiemy. Koncepcje mesjańskie to idea wąskiej grupy elit mających nadzieje na dobrego przywódcę, który jednak byłby zwykłym człowiekiem z krwi i kości.

Odpowiedź: Jak powyżej. Wedle przekonań wierzących, koncepcje mesjańskie, jak każde inne proroctwa, pochodzą, dane są od Boga. Nie są wymysłem grupki ludzi, jakiejś elity, mającej nadzieję na reformę polityczną. Zresztą, czemu takiej przyziemnej elicie takie rojenia miałyby służyć? Tu nie chodzi o samo nakreślenie wizerunku, jaki powinien być idealny władca, jako modelu do edukowania władców, by go naśladowali, lecz przekonanie, że sam Bóg w określonym przez Siebie czasie kiedyś kogoś takiego ześle.

A co do Immanuela (lub Emmanuela, które to imię oznacza „Bóg z nami”) to wśród biblistów panuje niemal powszechny konsensus, że owe fragmenty pochodzą od oryginalnego proroka Izajasza. Na co wskazuje też kontekst proroctwa, wskazujący na bezpośrednią ingerencję samego Boga (stąd „Bóg z nami”):

(Iz 7): 10 I znowu Pan przemówił do Achaza tymi słowami: 11 «Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze!» 12 Lecz Achaz odpowiedział: «Nie będę prosił, i nie będę wystawiał Pana na próbę». 13 Wtedy rzekł [Izajasz]:
«Słuchajcie więc, domu Dawidowy:
Czyż mało wam
naprzykrzać się ludziom,
iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu?

14 Dlatego Pan sam da wam znak:
Oto Panna pocznie i porodzi Syna,
i nazwie Go imieniem Emmanuel.

I jak to jest częste u Izajasza (jak tez i innych proroków), fragmenty pełne gróźb, tak pod adresem Izraelitów, jak i innych narodów, przeplatane są z zapowiedziami świetlanej przyszłości Izraela (patrz Iz 8,23b-9,6). Co sugeruje, że proroctwo wykracza poza najbliższy, bezpośredni kontekst historyczny (jak się można spodziewać po proroctwie od przedwiecznego Boga, Pana historii). I wszelkie próby przesuwania datacji proroctw, czy przypisywania ich na siłę współczesnym prorokowi postaciom (jak np. królowi Ezechiaszowi) są po prostu naginaniem tekstów wedle czysto arbitralnych kryteriów w imię racjonalistycznych koncepcji. Co jednak nie działa.

 

13:24 Jak ówcześni Żydzi odbierali pretensje dorosłego Jezusa do bycia Mesjaszem, który rzekomo miał być potężnym władcą. Niesiołowski-Spano stawia kwestię, czy Jezus w ogóle twierdził, że jest Mesjaszem. Nowy Testament o tym pisze, ale trzeba odróżnić zapiski Nowego Testamentu pokolenie-dwa później, od tego, co się działo za czasów historycznego Jezusa. Kilka rzeczy miało być ewidentnie późniejszych, jak np. Ewangelie Dzieciństwa Jezusa u Mateusza i Łukasza, które miałyby być literaturą piękną, która miałaby nie mieć nic wspólnego z historycznym Jezusem. Jezus jest konsekwentnie w Nowym Testamencie nazywany Galilejczykiem, czyli Jego powiązanie z Galileą stanowi mocne dane historyczne. Zdaniem Niesiołowskiego-Spano, Jezus historyczny nie mówił o swoim pochodzeniu z Betlejem, to jest dzieło autorów ewangelii, którzy chcą wykorzystać proroctwo Micheasza o pochodzeniu Mesjasza z Betlejem. Co do pochodzenia Jezusa od Dawida, genealogia Jezusa jest niesprawdzalna. Naciągana jest kwestia pochodzenia Jezusa poprzez Józefa od Dawida. Rzekomo wszystko to dopisana post factum tradycja. Jeżeli Jezus czyni coś, by wskazać na siebie jako Mesjasza, to są to czyny symboliczne o konotacji monarchicznej, jak wjazd na ośle do Jerozolimy. Bardziej prawdopodobne jest, że Jezus wjechał na ośle do Jerozolimy, niż, że mówił na prawo i lewo, że pochodził z Betlejem. Rzekomo łatwo podważyć tradycję o narodzeniach w Betlejem, o której wiemy, czemu dopisano, a trudno o Nazarecie, bo historyk nie ma żadnego powodu, by wątpić, że był to Nazaret.

Odpowiedź: I oczywiście „wielki profesor historii” Łukasz Niesiołowski-Spano nie podaje tak naprawdę ŻADNYCH sensownych argumentów, że opisy w Ewangeliach Dzieciństwa Mateusza i Łukasza nie opierają się na rzeczywistych faktach. To, że Jezusa nazywano Galilejczykiem, czy Nazarejczykiem, w żaden sposób nie dowodzi, że się On w Nazarecie, czy nawet ogólnie w Galilei urodził. Jak najbardziej istnieją postaci ze starożytności, które otrzymały przydomki nie od miejsca urodzenia, a od miejsca działalności. Słynny historyk Herodot z Halikarnasu (Azja Mniejsza) był również znany jako Herodot z Turioj (południowa Italia), dokąd się przeniósł w dorosłym życiu. W II w. działał jeden z Ojców Kościoła, Ireneusz z Lyonu. Tyle że pochodził on z Azji Mniejszej, był uczniem Polikarpa ze Smyrny (miasto w Azji Mniejszej, obecnej Turcji), a przeniósł się do Lyonu w obecnej Francji, gdy w wyniku prześladowań, powstał wakat na pozycji miejscowego biskupa. Inny Ojciec Kościoła, Augustyn z Hippony (Afryka Północna, obecnie Algieria) urodził się w Tagaście (obecna Algieria), a w Hipponie został biskupem. A jego imiennik, Augustyn z Canterbury, urodził się w Italii, a został wysłany z misją ewangelizacji Anglii, i został pierwszym arcybiskupem Canterbury. Itd. Co pokazuje, że Niesiołowski-Spano po prostu bezczelnie wciska słuchaczom bzdury.

Druga sprawa. Jeśli chodzi o miejsce narodzin Jezusa, to wszystkie źródła historyczne, czyli przede wszystkim Ewangelie Mateusza i Łukasza, ale również i późniejsze chrześcijańskie apokryfy, podają Betlejem w Judei (inne Betlejem było w Galilei, na ziemi pokolenia Zabulona, Joz 19,15, ale w przypadku relacji o narodzeniu Jezusa jasne jest, że chodzi o Betlejem w Judei). Nie ma żadnych źródeł historycznych, które mówiłyby, że Jezus narodził się w Nazarecie, czy gdziekolwiek indziej. Nawet starożytne źródła wrogie chrześcijaństwu, żydowskie czy pogańskie, nie zaprzeczają narodzinom Jezusa w Betlejem.

Powodem, dla którego współcześni wrogowie chrześcijaństwa obsesyjnie wręcz chcą zaprzeczyć narodzinom Jezusa w Betlejem, jest słynne proroctwo Micheasza, o „wyjściu” Mesjasza-Władcy z Betlejem:

(Mi 5) 1 A ty, Betlejem Efrata,
najmniejsze jesteś wśród plemion judzkich!
Z ciebie mi wyjdzie
Ten, który będzie władał w Izraelu,
a pochodzenie Jego od początku,
od dni wieczności.

2 Przeto [Pan] wyda ich aż do czasu,
kiedy porodzi mająca porodzić.
Wtedy reszta braci Jego powróci
do synów Izraela.

3 Powstanie On i paść będzie mocą Pańską,
w majestacie imienia Pana Boga swego.
Osiądą wtedy, bo odtąd rozciągnie swą potęgę
aż po krańce ziemi.

4 A Ten będzie pokojem.

I jeśli Jezus rzeczywiście narodził się w Betlejem, to stanowi to mocny atut dla Jego pretensji mesjańskich. Choćby z tego powodu, że matematycznie rzecz ujmując, samo urodzenie w Betlejem jest bardzo nieprawdopodobne. Miasteczko to mogło zamieszkiwać góra tysiąc lub dwa tysiące ludzi, podczas gdy populacja całej Palestyny na przełomie er wynosiła milion lub dwa. Czyli a priori szansa na narodzenie w Betlejem jest ~1 na 1000. A priori, tzn. dla pseudohistoryków, mających w głębokim poważaniu źródła historyczne (jak Niesiołowski-Spano, który skrajnie cynicznie twierdzi, że łatwo podważyć tradycję o narodzinach w Betlejem, bo „wiemy”, dlaczego została dopisana -czyli jak przystało na racjonalistów, z góry odmawiamy jej wiarygodności), może to być rzeczywiście nieprawdopodobne -ale tym bardziej nieprawdopodobne byłyby narodziny w jeszcze mniejszym Nazarecie (najbardziej a priori prawdopodobne w największej Jerozolimie, co nie znaczy, że prawdopodobne, szansa 1 na kilkadziesiąt).

Czasem racjonaliści podają fragment J 7,41-42, gdzie tłumy powątpiewają w przekonanie, że Jezus jest Mesjaszem, powołując się na galilejskie pochodzenie Jezusa:

(J 7): 25 Niektórzy z mieszkańców Jerozolimy mówili: „Czyż to nie jest Ten, którego usiłują zabić? 26 A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? 27 Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest.” 28 A Jezus, ucząc w świątyni, zawołał tymi słowami: „I Mnie znacie, i wiecie, skąd jestem. Ja jednak nie przyszedłem sam od siebie; lecz prawdziwy jest Ten, który Mnie posłał, którego wy nie znacie. 29 Ja Go znam, bo od Niego jestem i On Mnie posłał”. […]

40 A wśród słuchających Go tłumów odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem.”41 Inni mówili: „To jest Mesjasz.”„Ale - mówili drudzy - czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? 42 Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?”43 I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu.

Jednak te twierdzenia mogą służyć jako argument tylko dla ignorantów, którzy nie wiedza, że jest to typowa Janowa ironia, jaką bardzo często posługuje się Ewangelia Jana (ludzie myślą o Jezusie zupełnie co innego niż w rzeczywistości i na odwrót, niektóre z myśli ludzkich spełniają się na opak -np. upadek Jerozolimy z powodu Jezusa; J 11,48, czy zapowiedź, że Piotr odda życie za Jezusa J 13,37-38). Apostoł Jan Ewangelista i jego uczniowie doskonale wiedzieli, że Jezus narodził się w Betlejem. Co do kwestii, że Jezus mówi w Jerozolimie: wiecie, skąd jestem (J 7,28), wiadomym jest, że Izraelici prowadzili wykazy rodowe (patrz np. 1 Krn 4,33; 5,7; 7,5.7.9.40; 9,1.9.22). Co stanowi kolejną ironię Jana, pochodzenie Jezusa mogło być oficjalnie odnotowane, lecz nawet jeśli ktoś sprawdzał księgi w poszukiwaniu Jego metryki, elity żydowskie nie miały interesu w rozgłaszaniu Jego pochodzenia z Betlejem i z rodu Dawida. Co do tego ostatniego, było ono powszechnie znane, nawet niewidomemu żebrakowi Bartymeuszowi z Jerycha (Mk 10,46-47). A tym bardziej rodzinie Jezusa. Co do pochodzenia Jezusa od Dawida, choć w Nowym Testamencie nie ma o tym wprost wzmianki, to wedle najstarszej chrześcijańskiej tradycji po raz pierwszy poświadczonej u Ignacego z Antiochii (List do Efezjan 18,2), Maryja tak samo, jak Józef pochodziła z rodu Dawida. I może to tłumaczyć dwa rodowody Jezusa u Mateusza i Łukasza (Mt 1,1-17; Łk 3,23-38), gdzie ten drugi stanowiłby rodowód poprzez Maryję, choć w starożytności takie wyjaśnienie nie cieszyło się popularnością. Więcej o rodowodach Jezusa w artykule Jana Lewandowskiego „Sprzeczne rodowody Jezusa?”, link.

Dlaczego zatem Jezus nie rozgłaszał swojego pochodzenia z Betlejem, przeciwnie, wydaje się, że było to ukrywane? Wydaje się, że powody były dwa. Raz, Jezus wcale nie chciał tego rozgłaszać. Po wyznaniu Piotra Jezus stanowczo zabronił uczniom ujawniania, ze jest On Mesjaszem (Mt 16,20; Mk 8,30; Łk 9,21), podobnie zabraniał On również wypędzanym duchom nieczystym ujawniania Jego tożsamości (Mk 3,11-12). Jezus nie chciał wprost deklarować się Mesjaszem, lecz raczej dawał ku temu znaki (patrz J 10,24n). A drugi powód stanowi rzeź niewiniątek, z której Jezus jako dziecko dzięki cudownemu ostrzeżeniu przekazanemu przez anioła ocalał (Mt 2,13n). Rozkaz wyszedł od króla Heroda Wielkiego, a Galileą władał jego syn, Herod Antypas, który musiał dobrze pamiętać te wydarzenia z czasów swojej młodości, intrygi na dworze, egzekucje swoich braci i rewizje testamentu ojca (w jednej z wersji to Antypas miał otrzymać tytuł królewski jako następca swego ojca Heroda Wielkiego, ostatecznie do tego nie doszło). Po co Jezus miał się przedwcześnie chwalić, że to On był właśnie tym cudownie ocalałym dzieckiem, którego zapowiadała Gwiazda, Magowie złożyli hołd itd.? Do konfrontacji z Antypasem i tak doszło w odpowiednim czasie (Łk 23,5-12).

 

17:30 Jezus podpadł Rzymianom, robiąc jakiś ferment i został przez nich skazany na śmierć. Niesiołowski-Spano wmawia, jakoby w starożytności poza Nowym Testamentem nikt nie znał Jezusa, albo przynajmniej nie zająknął się o jego istnieniu. Wspomina Testimonium Flavianum Józefa Flawiusza, które rzekomo jest późniejszą interpolacją. Jezus rzekomo nie jest wzmiankowany w żadnym niezależnym od chrześcijan świadectwie. Działalność Jezusa i Jana Chrzciciela była niszowa, Jan Chrzciciel też nie jest wspomniany poza Nowym Testamentem. Niektórzy próbują identyfikować postacie Nowego Testamentu z postaciami z tekstów znad Morza Martwego, czego nie da się dowieść. O Jezusie nie pisze Flawiusz i filozof, którego imienia Niesiołowski-Spano zapomniał (chodzi o Filona z Aleksandrii). Gdyby działalność Jezusa była głośna, to byłoby to wspomniane w źródłach.

Odpowiedź: To są bzdury na poziomie Racjonalista.pl, niegodne żadnego poważnego historyka! Tematyka pozabiblijnych wzmianek na temat Jezusa jest szeroko omówiona. Patrz artykuł Jana Lewandowskiego „Jezus w źródłach pozabiblijnych”, link. Dla tych, którzy wolą filmy, możemy polecić te z kanału na YouTube użytkownika Apologeta Niekwalifikowany https://www.youtube.com/@apologetaniekwalifikowany4257 , szczególnie: Historyczność Jezusa Chrystusa i  Starożytni pisarze potwierdzają relacje Nowego Testamentu.

Tak się składa, że najważniejsi historycy opisujący czasy Jezusa i ogólnie I wiek n.e. pisali później, albo pod koniec I w. (Józef Flawiusz) albo w na początku II w. (Tacyt i Swetoniusz) lub jeszcze później (Kasjusz Dion, III w.). I z tychże głównych historyk, Józef Flawiusz -wzmianki o Jezusie i chrześcijanach , Tacyt -wzmianki o Jezusie i chrześcijanach , Swetoniusz -też , Kasjusz Dion -tu akurat nie ma (a domniemane wzmianki o chrześcijanach są mocno zawoalowane), ale on akurat pisał najpóźniej. Spośród współczesnych Jezusowi historyków przychodzi mi na myśl jeszcze Wellejusz Paterkulus, piszący historię Rzymu od czasów najdawniejszych do 30 r. n.e. (czyli czasów Jezusa), no ale on pisał raczej dość pobieżnie i skupiał się na innych sprawach (podlizywaniu się cesarzowi Tyberiuszowi) i innych rejonach świata (Germania). Reszta historyków z tego stulecia albo się nie zachowała, albo opisywała dość odległą historię (Plutarch czy Kurcjusz Rufus) lub też inne sprawy. Filon z Aleksandrii w swoich dziełach historycznych (przeciw Flakkusowi i Poselstwo do Gajusza) opisał specyficzny epizod, jakim był pogrom Żydów w Aleksandrii w 38 r. n.e. i własny udział w poselstwie do cesarza Kaliguli w sprawie tychże rozruchów. Nie opisywał on ogólnej historii świata czy Żydów, toteż działalność Jezusa leżała poza obszarem jego, jak również i wielu innych historyków. Ale została ona zauważona w świecie. Pozachrześcijańskich wzmianek o Jezusie nie ma może zbyt wiele, ale one są. Jednak oczywiste jest, że najwięcej informacji czerpiemy z pism chrześcijan, przede wszystkim Nowego Testamentu. Ogólna zasada obowiązująca w starożytności i nie tylko jest taka: jeśli nie opiszesz sam własnej historii, nie licz, że komuś innemu będzie się chciało ją opisywać za ciebie. Chrześcijanie to zrozumieli i postarali się sami spisać historię Jezusa.

Co do reszty powyższych twierdzeń, Niesiołowskiego-Spano. Nie ma absolutnie żadnych dowodów, żeby Testimonium Flavianum było późniejszą interpolacją czy fałszerstwem. Na naszym portalu można znaleźć liczne artykuły na ten temat (tag: testimonium flavianum). O Janie Chrzcicielu mamy wzmiankę u Józefa Flawiusza (Dawne Dzieje Izraela, XVIII, 5,2 (116-119)) Twierdzeń o tym, że niektóre postacie Nowego Testamentu miałyby być wspomniane w tekstach z Qumran znad Morza Martwego, lub też chrześcijaństwo to przekształcony kult z Qumran, nikt poważny dzisiaj nie utrzymuje (patrz artykuł Jana Lewandowskiego „Qumran a chrześcijaństwo”, link).

 

20:00 Jezus w żydowskiej tradycji. Wzmianka o paszkwilu Toledot Jeszu, Żydzi polemizują nie z Jezusem historycznym, a z chrześcijańskimi poglądami na Jezusa. Pytanie Prowadzącej: dlaczego większość Żydów nie uznała Jezusa za Mesjasza? Niesiołowski-Spano odwraca kwestię: dlaczego część Żydów uznała Jezusa za Mesjasza. Rzekomo główną rolę odegrali pisarze Nowego Testamentu w tym zwłaszcza święty Paweł. Jednak na początku działalności Pawła chrześcijanie składali się wyłącznie z Żydów, toteż jakąś ich część Jezus przekonał. Według interpretacji chrześcijańskiej Jezus przekonał swoich wyznawców swoim zmartwychwstaniem, a pusty grób jest trudnym orzechem do zgryzienia dla historyka. Ni to przyjąć ni odrzucić. Niesiołowski-Spano woli szukać interpretacji społecznych i religijnych. Opis judaizmu I wieku i różnic między faryzeuszami i saduceuszami, którzy prześcigali się w pobożności. Judaizm w owym okresie jest bardzo wymagającą bazą religijną, pokazującą stopniowy upadek ludzkości i Izraela, prezentującą trudną ofertę intelektualną. Rzekomo żydowscy intelektualiści się zajmują filozofowaniem, co jest trudne dla maluczkich. Natomiast Jezus daje prostą, optymistyczną formułę, że jesteśmy już zbawieni, którą judaizm będzie usiłował dać dopiero później.

Odpowiedź: Wszystko to wydaje się dość miałką i uproszczoną wizją ówczesnego judaizmu i przesłania Jezusa. Wbrew opinii Niesiołowskiego-Spano, nie jestem przekonany, że większość Żydów w owym okresie zajmowała się filozofowaniem. Wprost przeciwnie, na pierwszy plan wychodziły raczej kwestie praktyczne, czyli jak przestrzegać masy przepisów żydowskich, zarówno tych podanych wprost w pisemnej Torze, jak i tych, które przekazywano drogą tradycji, jako tzw. ustną Torę (którą uznawali faryzeusze, ale nie i tak dużo surowsi saduceusze). Czyli, ktoś mógłby powiedzieć, jak przypodobać się Bogu, by obdarzył nas, poszczególne jednostki, rodziny, jak i cały Naród Wybrany, błogosławieństwem, a nie zsyłał na nas klęsk i przekleństwa. To w doczesności, ale ówczesny Izrael żył także nadziejami eschatologicznymi, oczekując pojawienia się Mesjasza, czy też Mesjaszy, w zależności od interpretacji poszczególnych stronnictw żydowskich (wspólnota z Qumran oczekiwała na dwóch Mesjaszy, jednego królewskiego, z rodu Dawida, drugiego kapłańskiego z rod Aarona). Jezus przekonał przynajmniej część Żydów, nie dlatego, że oferował on uproszczoną, optymistyczną formułę religii (której Żydzi wcale nie chcieli), ale dlatego, że przekonał ich, że On Jest Mesjaszem, który wedle Pism miał umrzeć i zmartwychwstać (patrz 1 Kor 15,4; J 20,9; Łk 24,25-27.44-47). A pusty grób, który jest tak problematyczny dla Niesiołowskiego-Spano (bo świadectwa historyczne za tym wydarzeniem są zbyt mocne, by je podważyć), jest tego warunkiem koniecznym, choć sam w sobie, czy nawet samo cielesne zmartwychwstanie, nie wystarcza, by przekonać Żydów do wiary w Chrystusa. Ważne jest świadectwo Pisma, wskazujące poprzez różne rozproszone wzmianki, wskazówki i proroctwa na Jezusa jako Mesjasza. Później już przyszedł święty Paweł, który w swoim Liście do Rzymian dał uniwersalistyczną interpretację ofiary Chrystusa i odkupienia dzięki niej całej ludzkości poprzez łaskę Bożą.

Tak, chrześcijaństwo daje optymistyczną formułę, Dobrą Nowinę, Ewangelię, tak dla Żydów, jak i Greków, czy ogólnie Narodów. Natomiast dlaczego pozostała część Żydów nie przyjęła Jezusa? Wedle św. Pawła dlatego, że przez ich przestępstwo zbawienie przypadło w udziale poganom, by ich pobudzić do współzawodnictwa (Rz 11,11). I dalej św. Paweł: Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy - byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania - że zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie [do Kościoła] pełnia pogan (Rz 11,25) Teraz Chrystus, zgodnie z Ps 110,1 (cytowanym wielokrotnie w Nowym Testamencie, m.in. Mt 22,4; 26,65; Dz 2,34; Hbr 10,12 itd.) siedzi po prawicy Boga Ojca, aż w końcu sam bowiem Pan zstąpi z nieba na hasło i na głos archanioła, i na dźwięk trąby Bożej (1 Tes 4,16). Wreszcie nastąpi koniec, gdy przekaże królowanie Bogu i Ojcu i gdy pokona wszelką Zwierzchność, Władzę i Moc. Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć. Wszystko bowiem rzucił pod stopy Jego. Kiedy się mówi, że wszystko jest poddane, znaczy to, że z wyjątkiem Tego, który mu wszystko poddał. A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich (1 Kor 15,24-28).

 

26:00 Prowadząca zadaje pytanie: czy kwestia wywyższenia ubogich mogła się przyczynić do sukcesu nauki Jezusa? Wg Niesiołowskiego-Spano, chociaż często się podnosi, że Jezus nauczał głównie ubogich, to jednak uznaje on, że tylko elity są sprawcze. Pytanie Prowadzącej: czy elity interesowały się Jezusem? Bo jeśli się nie interesowały, to może tłumaczyć rzekomy brak źródeł. Niesiołowski-Spano zwraca uwagę na to, że źródła historyczne są niereprezentatywne, opisują głównie działalność elit, a nie mas. Nie wierzy również w równoległy przekaz w gronie elit i prostego ludu. Sprawczość w kwestiach jak reforma religijna leży zawsze w ręku elit. Wśród pierwszych chrześcijan obok maluczkich byli przedstawiciele elit, tacy jak Paweł. Pytanie, na ile Jezus był podobnym przedstawicielem elit. W Ewangelii Jezus nie jest przedstawiony jako członek elity. Przesłanki, że był: Jezus jako dziecko naucza w Świątyni, potrafi zagiąć uczonych w Piśmie. Jezus gdzieś tego się nauczył, autorzy Ewangelii twierdzą, że był wszechwiedzącym Synem Bożym, ale praktyka byłaby taka, że był tak samo uczonym w Piśmie. Niesiołowski-Spano uważa, że Jezus nie pochodził z nizin społecznych, lecz raczej z elit, skoro pociągnął za sobą pewną grupę zwolenników. W starożytności to właśnie przedstawiciele elit zwracają uwagę na niedolę maluczkich. Samokrytyka elit, a Marks nie miał racji, że to lud w pewnym momencie sam zadecyduje o sobie. Uznając wiarygodność przekazu Ewangelii, Jezus od razu kieruje się do grup wykluczonych, maluczkich, z pozytywnym przekazem. Nie ma powodu, by wątpić w tradycję o uczniach Jezusa. Uwaga Prowadzącej: Jezus byłby lewicowcem z bogatego domu, z czym zgadza się Niesiołowski-Spano. Analogicznie można by powiedzieć o Mahomecie.

Odpowiedź: Jedynym fragmentem, który implikuje, że Jezus pochodził z ubogiej rodziny, jest Łk 2,24, gdy podczas ofiarowania Dziecięcia w Świątyni Jego rodzice, Józef i Maryja mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego (Kpł 12,8, gdzie normalną ofiarą jest baranek i gołąb lub synogarlica, ale ubogim pozwalano składać ofiarę z dwóch gołębi lub synogarlic). Jak się Świętej Rodzinie powodziło później, tego nie wiadomo. Ale wcale nie musiało się powodzić najgorzej. Jeśli Józef był zdolnym i pracowitym rzemieślnikiem, cieślą (τέκτων, tekton, Mt 13,55, termin ten jest rozmaicie tłumaczony, „cieśla”, „kamieniarz”, „budowniczy”, ale generalnie oznacza wykwalifikowanego rzemieślnika pracującego w drewnie lub kamieniu), to mógł się dorobić może nie wielkiego majątku, ale stosunkowo dobrej pozycji materialnej -i tak samo Jezus, który odziedziczył tenże zawód. Zwłaszcza że w owym okresie Galilea przeżywała intensywny rozwój gospodarczy i zapotrzebowanie na wykwalifikowanych budowniczych było spore.

Niesiołowski-Spano twierdzi, że Jezus był przedstawicielem elit społecznych. Tylko pytanie: co to tak naprawdę znaczy, kim były elity społeczne w ówczesnym Izraelu? Mówimy tu o elitach majątkowych, czy może intelektualnych? Bo wbrew prostackim wyobrażeniom Niesiołowskiego-Spano (najbogatsi mają kasę na edukację i książki) te dwie kategorie wcale się wówczas nie pokrywały. Elity majątkowe w Judei czasów Jezusa to wielcy posiadacze ziemscy, wywodzący się głównie z wielkich rodów arystokratycznych i arcykapłańskich (obok których istniało wielu ubogich kapłanów), kontrolujących handel towarami ofiarnymi w Świątyni. Natomiast elitą intelektualną są nauczyciele Prawa, nauczający jak żyć, jak żyć, panie, tak aby podobać się Bogu. I wbrew wyobrażeniom Niesiołowskiego-Spano, wcale nie wywodzili się oni z warstw najbogatszych, raczej średnich, klasy średniej.

Przy czym większość wiedzy, przepisów i interpretacji rabinackich, przekazywano w tym okresie po prostu ustnie. Talmud, pierwszą jego cześć, czyli Misznę, uporządkowany zbiór tradycji rabinackich, zaczęto spisywać w II w. n.e. Wynikało to z przekonania większości ówczesnych Żydów, że teksty pisane są święte, toteż jedynie natchnieni przez Boga wybrańcy, prorocy, mogą je spisywać. W synagogach np. zabraniano tłumaczom (którzy tłumaczyli na powszechnie używany język aramejski czytanych przez lektora fragmentów Pisma) zaglądania do ksiąg czy notatek, musieli się uczyć tłumaczenia na pamięć. Właśnie na pamięciowym przyswajaniu przekazywanych przez nauczycieli lekcji oraz komentarzach i otwartej dyskusji nad tymże materiałem polegała nauka w ówczesnych żydowskich szkołach. Co do samej znajomości świętych Pism, powszechnie czytano je w synagogach podczas liturgii. Każdy Żyd, nawet jak był niepiśmienny, przyswajał sobie w ten sposób ich treść na pamięć. W ten sposób dostęp do nauki w stosunkowo niewielkim stopniu zależał od sytuacji majątkowej, bardziej od osobistych zdolności. Zacytujmy fragment przedmowy Szymona Datnera z książki „Z mądrości Talmudu”, wybór i przekład Szymon Datner i Anna Kamieńska, Państwowy Instytut Wydawniczy 1988:

Nie majątek, nie pochodzenie społeczne, lecz wyłącznie własna wartość i własne zasługi na polu wiedzy i ówczesnej nauki legły u podstaw takiego wyróżnienia. Przez setki lat w okresie tworzenia się Talmudu i przez tysiąc z okładem lat po jego zamknięciu utarł się w społeczeństwie diaspory zwyczaj wydawania córek najznamienitszych rodów za młodzieńców słynących nie z bogactwa, lecz z wiedzy talmudycznej. Jednym z najstarszych tego przykładów, odnotowanym przez Talmud, jest romantyczna historia przyszłego Rabbiego Akiwy i jego małżeństwa z córką bogacza jerozolimskiego, Kalby Sauwy (Ketuwot 62 i Nedarim 50)-Z mądrości Talmudu str. 29.

Wedle talmudycznego opowiadania rabbi Akiwa był pasterzem u Kalby Sawui, który poślubił potajemnie jego córkę, obiecując jej oddanie się nauce Tory w bet midraszu (domu nauki). Kalba Sawua wydziedziczył córkę, a ta, żyjąc w biedzie, wysłała samotnie męża na naukę. Odnosząc sukces (rabbi Akiwa miał przyprowadzić po 12 latach 12 tys. uczniów, a po 24 latach 24 tys.) Kalba Sawua oddał mu połowę majątku (Z mądrości Talmudu str. 120-122).

Wśród rabinów powszechne było łączenie studiów nad Torą z pospolitą pracą zarobkową (podobnie czynił św. Paweł, zajmując się wykonywaniem namiotów Dz 18,3). Niektórzy nawet otrzymywali przydomki od wykonywanych zawodów jak np. rabbi Jochanan ha Sandlar (sandlar -”szewc”, Z mądrości Talmudu str. 32). Traktat Miszny Pirke Awot („Sentencje ojców”) zawiera następującą wypowiedź żyjącego w III w. rabbiego Gamaliela III, syna Jehudy ha Nasi:

Dobrze jest łaczyć naukę Tory z jakimś zajęciem, gdyż energia włożona w obie te dziedziny oddala grzech. Każda nauka, która nie łączy się z rzemiosłem, z pracą rąk, w końcu zatraca się i powoduje grzech. A wszyscy, którzy pracują społecznie, niech to czynią bezinteresownie (l’szem szamajim -dla niebios), a łaska ojców będzie ich wspomagać i zasługa ich będzie trwać wiecznie...” (Awot 2,2, Z mądrości Talmudu str. 34)

Dwoma największymi znawcami żydowskiej tradycji na przełomie ery, kiedy urodził się Jezus, byli Szammaj i Hillel. Tworzyli oni przeciwstawne szkoły, Szammaj był znany jako surowy rygorysta, natomiast pochodzący z Babilonii Hillel był uznawany za liberała. Jednak ci dwaj uznawani za najwybitniejszych znawców Tory, mieli raczej skromne pochodzenie społeczne. Co ciekawe, piszący głównie historię polityczną Józef Flawiusz (pochodzący z kapłańskiej arystokracji, po matce spokrewniony z dynastią hasmonejską) w ogóle o nich nie wspomina w swoich dziełach! Mamy zatem tu ów równoległy przekaz w gronie elit i prostego ludu, poprzez opowiadania, które ostatecznie trafiły do Talmudu. Szammaj z zawodu był budowniczym. Natomiast Hillel zaczął studia w skrajnej biedzie. Zarabiał pół denara dziennie (wedle przypowieści o robotnikach w winnicy, Mt 20,1-16, dniówka robotnika rolnego wynosiła jeden denar), z czego połowę przeznaczał na opłatę za słuchanie wykładów w szkole. Gdy nie miał pieniędzy na wstęp, wspiął się na dach szkoły i słuchał wykładów przez świetlik w dachu. (traktat Joma 35b). Z czasem jednak dorobił się na tyle, by móc wykupować konie i niewolników dla biednych, ale prosperujących uczniów ze szlachetnych rodzin, by biegli przed koniem (a kiedy nie dało się nabyć niewolników, biegł sam, Ketubot 67b). W Talmudzie zapisano także anegdotkę, że Hillel miał brata, który był handlarzem:

Hillel i Szewna byli braćmi. Hillel zajmował się nauką Tory a Szewna handlem. Pewnego razu Szewna odezwał się do Hillela: chodź zawiążemy spółkę i podzielimy się tym co mamy. Rozległ się Głos z nieba: Gdyby człowiek chciał oddać w zamian za Torę całe swoje bogactwo, i tak okryłby się hańbą. (Sotta 21a, str. 96)

Co pokazuje, jak bardzo niedouczony jest tak naprawdę Niesiołowski-Spano, historyk akademicki z habilitacją, twierdząc, że w starożytnym Izraelu dostęp do edukacji, wysokie wykształcenie musiało się wiązać z wysokim statusem majątkowym. A co do epizodu z dwunastoletnim Jezusem w Świątyni, nauczającym znawców Tory (Łk 2,41-50), który miałby świadczyć o rzekomym pochodzeniu Jezusa z elit, z bogatej rodziny? Dajcie spokój! Czyżby Niesiołowski-Spano nie potrafił w tymże wieku zaginać swoich nauczycieli w szkole? Zresztą z relacji Łukasza wydaje się raczej, że Jezus zachowuje się jak dziecko, które stara się uczyć, zadaje dorosłym pytania (choć niekiedy podsuwające odpowiedź):

(Łk 2): 46 Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. 47 Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. 48 Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie». 49 Lecz On im odpowiedział: «Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» [Jezus dwa razy zadaje pytania, z których drugie stanowi jednocześnie odpowiedź!]50 Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Jest jedno ewangeliczne świadectwo (J 7,15) mówiące o tym, że Jezus nie przechodził jednak formalnej rabinicznej edukacji. Tym samym był on wolny od poglądów jakiejkolwiek konkretnej szkoły, przekazującej taką, a nie inną odmianę żydowskiej tradycji i określone poglądy:

(J 7): 15 Żydzi zdumiewali się mówiąc: «W jaki sposób zna On Pisma, skoro się nie uczył?» 16 Odpowiedział im Jezus mówiąc: «Moja nauka nie jest moją, lecz Tego, który Mnie posłał. 17 Jeśli kto chce pełnić Jego wolę, pozna, czy nauka ta jest od Boga, czy też Ja mówię od siebie samego. 18 Kto mówi we własnym imieniu, ten szuka własnej chwały. Kto zaś szuka chwały Tego, który go posłał, ten godzien jest wiary i nie ma w nim nieprawości. 19 Czyż Mojżesz nie dał wam Prawa? A przecież nikt z was nie zachowuje Prawa, [bo] czemuż usiłujecie Mnie zabić?»

Jezus nie przekazywał wykładni jakiejś szkoły, określonej tradycji rabinistycznej, komentującej święte Pisma, i nauczającej jak przypodobać się Bogu, lecz wprost przesłanie od Ojca. Jezus poprzez Swoją osobę pokazał nam samego Boga, będąc zapowiadanym Immanuelem -”Bogiem z nami”. Z nami wszystkimi, niezależnie od pochodzenia, majątku, czy wykształcenia, z całym Ludem Bożym.

Tak samo uczniowie Jezusa, apostołowie, nie byli tylko maluczkimi, jakimś wykluczonym marginesem społecznym, który łykał prostą, optymistyczną wykładnię pochodzącego z elit wykształconego Jezusa, jak jakieś opium dla ludu. Przeciwnie, wydaje się, że stanowili oni, podobnie jak Jezus, aspirującą klasę, średnią, ludzi, których stać było na to, by coś posiadać, własne mieszkanie i narzędzia pracy, ale nie byli klasą posiadaczy. Wedle Mk 1,19-20, Zebedeusza, ojca apostołów Jakuba i Jana, stać było na opłacanie najemników do pracy we własnej łodzi. Ich wspólnikami byli apostołowie Piotr i Andrzej, raczej też o podobnym statusie majątkowym, skoro mieli własną łódź. Apostoł Lewi-Mateusz, wedle tradycji autor pierwszej z Czterech Ewangelii, wedle Łk 5,29 wyprawił wielkie przyjęcie na cześć Jezusa, w którym uczestniczyło wiele celników -zapewne podwładnych Mateusza, który przypuszczalnie był szefem komory celnej w Kafarnaum. Bardzo możliwe (pisałem o tym w biografii Mateusza Ewangelisty, link), że Mateusz był niedoszłym rabinem, uczonym w Piśmie, którego losy zapewne z przyczyn finansowych potoczyły się jednak inaczej -musiał się podjąć pogardzanej i wykluczającej z żydowskiej społeczności pracy poborcy podatkowego. Ale to nie do wyobrażenia dla butnych akademickich luminarzy we własnym mniemaniu, co to życia poza uczelnią nigdy nie widzieli. Za to zajmują się wzajemnym podlizywaniem, tworzeniem koterii, wyciąganiem grantów na różne dziwne projekty, pisaniem bzdurnych publikacji o byle czym, łamaniem obiecujących karier młodszym, zdolniejszym i niepokornym i mówieniem swoim asystentom i doktorantom, by tymi a tymi sprawami się nie zajmowali, o tym i tym nie pisali, takich a takich sformułowań nie używali, bo to mogłoby zagrozić ich pozycji, mogliby podpaść wpływom kolegom z tego zamkniętego środowiska (i tak jest, zarówno w naukach humanistycznych, jak i ścisłych, przyrodniczych i technicznych). I później dziwią się, jak autorem tak wyrafinowanego, pełnego elementów rabinackiego dyskursu dzieła, jak Ewangelia Mateusza, może być ktoś, kto zawodowo zajmował się zbieraniem podatków. Prowadząca podcast i wielki „profesor” Niesiołowski-Spano coś dobrze się znają na mentalności lewicowców z bogatych domów (nawiasem mówiąc, takie określenie pasuje raczej do Buddy, który był księciem wychowywanym w pałacu, dla którego poznanie jak wygląda pełen cierpienia świat poza jego murami, było szokiem, radykalnie zmieniającym jego podejście do życia, aniżeli do Jezusa, czy kupca Mahometa), ale słabo na realiach Judei I wieku.

 

31:30 Komentarz Prowadzącej o dwutorowości działalności Jezusa, posiadającego kapitał intelektualny wyniesiony z domu, a jednocześnie kierującego swoją ofertę do ubogich. Natomiast większość własnego środowiska Jezusa -faryzeuszów -odrzuciła przesłanie Jezusa. Według Niesiołowskiego-Spano Jezus jest faryzeuszem i interpretuje Stary Testament jak faryzeusze. Elity żydowskie zostały przedstawione negatywnie w większości już przez autorów Nowego Testamentu, by zróżnicować wspólnotę chrześcijańską od wspólnoty żydowskiej. O ile na początku zwolennikami Jezusa byli tylko Żydzi, to bardzo szybko po Soborze Jerozolimskim apostołowie zdecydowali, że przesłanie Jezusa należy ponieść do pogan. Problem, czy można uczynić chrześcijaninem nieobrzezanych pogan, którzy nie wypełniają przepisów żydowskich. Paweł podejmuje rzekomo pragmatyczną decyzję, że obrzezanie i czystość pokarmowa jest zbędne. Rewolucyjna decyzja, która otworzyła nauczanie Jezusa na nie-Żydów, rozwój chrześcijaństwa przez pierwsze 100 lat to historia sukcesu.

Odpowiedź: No tak, w końcu Jezusa, jako człowieka trzeba włożyć do którejś z szufladek określających ówczesne odłamy żydowskie. Saduceusze nie pasują, tak samo esseńczycy, zostają faryzeusze, więc Jezus miałby być faryzeuszem. Choć owszem, Jego nauczanie jest najbardziej podobne do nauczania faryzeuszy (biorąc pod uwagę choćby poglądy na zmartwychwstanie), to jednak nie wystarcza, by tak określić Jezusa. Zresztą kto jest faryzeuszem? Nawet etymologia tejże nazwy nie jest do końca jasna, ale na ogół uznaje się, że pochodzi ona od hebrajskiego perušim, oznaczające „oddzielonych”, w domyśle od zła i nieczystości. Ugrupowanie starające się zachować czystość Narodu Wybranego, w tym wdające się w szczegółowe intelektualne dysputy, nieraz dzieląc włos na czworo, na czym ta czystość polega i jak ją zachować. I dzielące się samo w sobie na różne podgrupy, mające na ten temat różne, często mocno odmienne poglądy. Czy ważna jest bardziej litera, czy duch Prawa Mojżeszowego, rytualne obrzędy, czy wewnętrzna postawa itd. Czy można być faryzeuszem i zwolennikiem Jezusa? Paweł Apostoł deklarował się jako faryzeusz (Dz 23,6; 26,5; Flp 3,5), ale już dalej w Liście do Filipian pisał:

(Flp 3): 7 Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. 8 I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa 9 i znalazł się w Nim - nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – 10 przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach - w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, 11 dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.

Etykietka faryzeusza i przestrzeganie faryzejskich zwyczajów przestało mieć dla Pawła znaczenie. Z drugiej strony byli tacy faryzeusze, którzy również uwierzyli w Chrystusa, ale nie przestało to dla nich mieć znaczenia, stali się oni przeciwnikami Pawła w sporze o konieczność obrzezania pogan (Dz 15,5). Sam natomiast Jezus nie określał się nigdy jako faryzeusz. Przeciwnie wygłaszał płomienne mowy przeciw ogólnej obłudzie faryzeuszy (Mt 23,1-36; Łk 11,42-44).

I nie jest tak, że elity żydowskie zostały przedstawione negatywnie przez autorów Nowego Testamentu po to, by odróżnić chrześcijan od Żydów. Dla kogo były przeznaczone pisma Nowego Testamentu, w szczególności Cztery Ewangelie? Ewangelia Mateusza była zdecydowanie skierowana do chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Natomiast Ewangelie Marka i Łukasza już raczej do wspólnot składających się w dużej mierze z chrześcijan pochodzenia pogańskiego. Najpóźniejsza Ewangelia Jana, napisana pod koniec I w., do chrześcijan, bezpośredniej wspólnoty Jana. Negatywne nastawienie ewangelistów do elit żydowskich nie wynikało z chęci odróżnienia się od Żydów, lecz było raczej reakcją na wrogą postawę elit żydowskich wobec chrześcijan. Sami ewangeliści za wyjątkiem może Łukasza byli przecież Żydami. I wydaje się, że większość chrześcijan w I w. również (także poza Palestyną, ze względu na liczną diasporę żydowską w całym cesarstwie rzymskim), proporcji chrześcijan Żydów i nie-Żydów (czy nawet pół-Żydów, jak bliski współpracownik Pawła Tymoteusz) nie da się określić. To nie jest tak, że na Soborze Jerozolimskim zdecydowano się ponieść przesłanie Jezusa do pogan. To nastąpiło już wcześniej, i to jeszcze przed działalnością Pawła (nawrócenie rzymskiego setnika Korneliusza, Dz 10 i głoszenie w Antiochii Syryjskiej przez chrześcijan rodem z Cypru i Cyreny Dobrej Nowiny grekom, Dz 11,20). Sobór Jerozolimski miał za to ustalić, czy nawróconym z pogaństwa należy nakazać poddanie się obrzezaniu i przestrzeganiu przepisów żydowskich. Pod wpływem Ducha Świętego i opinii apostołów Piotra i Jakuba uznano, że nie, przychylając się do poglądu Pawła i Barnaby.(Dz 15,1-31; Ga 2,1-10). A więc chodzi o ustalenie stanu faktycznego w obliczu zastanej sytuacji, a nie pragmatyczną decyzję w celu rozszerzenia zasięgu przesłania chrześcijaństwa, jak usiłuje wmawiać Niesiołowski-Spano.

Mam wrażenie, ze wszystko to służy tylko temu, by Jezusowi przypiąć możliwie najbardziej obraźliwą łatkę, w tym przypadku faryzeusza, które to wyrażenie stało się synonimem hipokryty i obłudnika. Ale tak samo, jak Jezusa faryzeuszem, można nazwać Niesiołowskiego-Spano marksistą, zważywszy na bardzo podobny sposób myślenia i prowadzenia wywodów (co opisywałem w recenzji jego podręcznika do historii Żydów, link). Nawet jeśli w tym akurat wywiadzie twierdzi, że Marks nie miał racji. Lud nie zrobi sam z siebie rewolucji i zadecyduje o sobie, to zostało naukowo sfalsyfikowane. Ale zawsze można podmienić elity i zrobić marsz przez instytucje! I kto powiedział, że marksizm jedynie dogmatycznie przyjmuje twierdzenia niepodlegające naukowej falsyfikacji? Co zaś do Jezusa, to on nie przyszedł robić rewolucji rękami maluczkich, by jako mesjasz, ziemski król przejąć tron Judei. Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu (Mk 10,45 por. Mt 20,28). Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie(1 Tm 2,5-6). To jest coś, co wykracza poza marksistowskie czy jakiekolwiek inne schematy i ludzką logikę.

 

34:25 Dlaczego dochodzi do śmierci Jezusa? Niesiołowski-Spano nie wie. Przypuszcza, że musiał być politycznie niebezpieczny dla władzy rzymskiej. Jest to okres wielkiego fermentu, który doprowadzi do buntu żydowskiego w 66 r. Elita żydowska nie kierowała się nauczaniem religijnym, co rolą polityczną, bo Rzymianie uznali Go za buntownika. Uznanie Jezusa za przywódcę Żydów to podpisanie się za buntowniczą antyrzymską postawą. Ta polityczna interpretacja jest niewystarczająco wykorzystywana. Co zrobił Jezus, że naraził się Rzymianom? Niesiołowski-Spano uznaje historyczność rzymskiego sądu nad Jezusem. Inni skazani przez Rzymian buntownicy występowali z otwartym buntem, uciekali się do przemocy i terroryzmu, również wobec kolaborujących rodaków. Jezus wpisuje się w antyrzymski ferment i dlatego Rzymianie go zabijają. Rzymian interesuje spokój w kraju i zbieranie podatków.

Odpowiedź: I tu akurat z większością twierdzeń Niesiołowskiego-Spano bym się zgodził, w szczególności, że polityczna interpretacja jest nie dość wykorzystywana. Uznanie kogoś za Mesjasza, to uznanie kogoś za władcę świata. Psalm 2 pisze:

1 Dlaczego narody się buntują,
czemu ludy knują daremne zamysły?

2 Królowie ziemi powstają
i władcy spiskują wraz z nimi
przeciw Panu i przeciw Jego Pamazańcowi:

3 «Stargajmy Ich więzy
i odrzućmy od siebie Ich pęta!»


4 Śmieje się Ten, który mieszka w niebie,
Pan się z nich naigrawa,

5 a wtedy mówi do nich w swoim gniewie
i w swej zapalczywości ich trwoży:

6 «Przecież Ja ustanowiłem sobie króla
na Syjonie, świętej górze mojej».


7 Ogłoszę postanowienie Pana:
Powiedział do mnie:

«Tyś Synem moim,
Ja Ciebie dziś zrodziłem.

8 Żądaj ode Mnie, a dam Ci narody w dziedzictwo
i w posiadanie Twoje krańce ziemi.

9 Żelazną rózgą będziesz nimi rządzić
i jak naczynie garncarza ich pokruszysz».


10 A teraz, królowie, zrozumcie,
nauczcie się, sędziowie ziemi!

11 Służcie Panu z bojaźnią
12 i Jego nogi ze drżeniem całujcie,
bo zapłonie gniewem i poginiecie w drodze,
gdyż gniew Jego prędko wybucha.
Szczęśliwi wszyscy, co w Nim szukają ucieczki.

Jeśli Jezus jest Mesjaszem, to jest nie tylko władca Izraela (którego powinien wyzwolić), ale również i władcą świata, któremu podlegają inni władcy Ziemi, w tym cesarz rzymski. Odwrotnie, jeśli nie wierzymy, że Jezus jest Mesjaszem, to uznajemy go za potencjalnie groźnego buntownika, który potencjalnie może wywołać bunt i zburzyć dotychczasowy układ. Jan Ewangelista relacjonuje:

(J 10): 47 Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Wysoką Radę i rzekli: «Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? 48 Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród». 49 Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: «Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, 50 że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród». 51 Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, 52 a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. 53 Tego więc dnia postanowili Go zabić.

A dlaczego Rzymianie zabili Jezusa? To już kwestia interpretacji postawy Piłata, w co tutaj wchodzić nie zamierzam. Historia potoczyła się tak, że może nie od razu, ale po 300 latach rzymski cesarz uznał władze Jezusa nad światem. A kolejny cesarz, który próbował przywrócić pogaństwo, wedle legendy miał w chwili śmierci wykrzyknąć „Galilejczyku, zwyciężyłeś!”.

Natomiast próba sugerowania, że Jezus był jakimś lewicującym rewolucjonistą z bogatych faryzejskich elit, próbującym zrobić oddolną rewolucję społeczną przeciw rzymskiemu porządkowi (co za kretyn, my przecież już wiemy, że rewolucję należy zrobić odgórnie!), a sprawy religijne zupełnie nie odgrywały roli, jest nie na miejscu. Sam Jezus nie miał zbyt dobrego mniemania o możliwości pojęcia Jego przesłania przez motłoch, ogół ludu Izraela, dlatego nauczał w przypowieściach (Mt 13,10-17; Mk 4,10-13; Łk 8,9-10) i zarzucał tłumom, że interesują ich tylko kwestie materialne, darmowa wyżera cudownie rozmnożonym chlebem (J 6,26).

 

37:30 Funkcjonowanie Żydów pod rzymską okupacją -władza rzymska buduje akwedukty i wprowadza porządek na drogach, ale równocześnie zbiera podatki. Czy Rzymianie prowokowali Żydów, czy wykazywali się głupotą, doprowadzając w końcu do wybuchu powstania żydowskiego? Niesiołowski-Spano nie ma zdania. Stronniczość relacji Józefa Flawiusza. Władza rzymska w czasach Jezusa nie jest specjalnie opresyjna. Zbieranie podatków przez Rzymian i wcześniej Heroda. Relacje o innych osobach, które uważano za mesjaszy. Nie ma innych osób, które określały samych siebie jako Mesjasza. Różni kandydaci do bycia przywódcami, wodzami Żydów. Wzmianka o Bar Kochbie i kontrowersje co do jego ambicji i ewentualnych pretensji mesjanistycznych. Uznanie Jezusa za Mesjasza wynika ze zmiany interpretacji mesjanizmu z przywódcy politycznego, na eschatologicznego, Zbawiciela. Eschatologiczna interpretacja pojawia się jeszcze przed narodzinami Jezusa, jest obecna np. w Księdze Daniela, a także w żydowskich apokryfach, w tekstach znad Morza Martwego. Szuka się optymistycznej formuły życia. Zdaniem Niesiołowskiego-Spano wynika to z tego, że zamknął się proces budowania tekstu kanonicznego Biblii, co nie wszystkich satysfakcjonowało. Judaizm stał się polifoniczny, istnieją różne judaizmy, jego odmiany. Chrześcijanie wykorzystują motywy judaizmu, ale nośność przekazu chrześcijańskiego wynikała z oklejenia pigułki mesjanizmu żydowskiego papierkiem greckiej tradycji -stało się to bardzo atrakcyjne dla nie-Żydów.

Odpowiedź: Tutaj nie ma co specjalnie komentować, bo są to rzeczy ogólnie przyjęte.

 

44:48 Praca historyka. Pytanie Prowadzącej: jak trudna jest praca historyka, zdejmowanie kolejnych warstw relacji, pilnowanie siebie, by nie nakładać interpretacji współczesnych na stare teksty. Nieufność historyków do źródeł wpajana studentom. Czemu autor mówi to, co mówi i interpretujmy te różnice w tekstach różnych autorów. Niesiołowski-Spano twierdzi, że obszar czasów Jezusa jest dla niego neutralny, jako przedmiot badań. Natomiast dla innych jest to materia święta i natchniona. Natomiast on chce mówić, tak jak jego naukowa solidność każe, ale nie urazić wierzących. Gdyby się zajmował Iliadą, byłoby mu łatwiej. W polskich warunkach musiałby się zajmować materią świecką, gospodarką albo religiami wymarłymi. Niesiołowski-Spano rzekomo nie chce nikomu zrobić przykrości, w szczególności ludziom religijnym. Zakłada, że wiedza nikomu nie szkodzi i krytyczne naukowe rekonstrukcje pozwalają również osobom wierzącym lepiej zrozumieć to, w co wierzą. Pytanie Prowadzącej: czy to, że Niesiołowski-Spano wychował się w katolickim kraju, nie miało wpływu na myślenie Niesiołowskiego-Spano jako historyka? Odpowiada, że to ktoś z zewnątrz musiałby wskazać. Wyrósł w Polsce wśród raczej katolików niż chrześcijan, ale raczej otwartych i raczej z kontaktami z osobami innych wyznań. Według niego dobrze robi kontakt z osobami niewierzącymi, a ateistów i agnostyków też nie należy obrażać. Wyobraża sobie osoby wierzące, które mogą poczuć się jego poglądami urażone, co jest trudnością, której jest świadomy. Pytanie Prowadzącej: czy łatwo odróżnić specjalistów wierzących od niewierzących? Wedle Niesiołowskiego-Spano w Polsce bardzo łatwo, za granicą nie. Na zagranicznych konferencjach wszyscy, również duchowni, potrafią rozmawiać jak naukowcy, natomiast w Polsce dominuje pobożnościowe podejście do tekstów biblijnych. Ale Niesiołowskiego-Spano rzadko zapraszają na polskie konferencje.

Odpowiedź: Niesiołowski-Spano usiłuje udawać obiektywnego badacza, który nie chce nikogo urazić. Tymczasem jakby obsesyjnie robi on wszystko, by obalić, okaleczyć, podważyć, zanegować, zdemolować tradycyjne poglądy na historię biblijną (tak historię Jezusa, jak i wcześniejszą Starego Testamentu, w czym się głównie specjalizuje) i zastąpić je swoimi wyssanymi z palca czysto materialistycznymi wymysłami. I nie ma to nic wspólnego z rzetelnością naukową, ale ze zwykłymi ideologicznymi uprzedzeniami.

Już na wstępie twierdzenia, że studentom historii od pierwszych lat studiów wpajana jest nieufność do źródeł, relacji historycznych, pokazuje chore, paranoiczne podejście do tego całego przedmiotu. Oczywiście do źródeł historycznych nie należy podchodzić bezkrytycznie, ale imputowanie z góry, że muszą one na pewno w mniejszy czy większy sposób przeinaczać fakty, prowadzi do nieuzasadnionego relatywizmu i negacjonizmu. Skoro starożytnym źródłom nie ufamy, to dlaczego mielibyśmy wierzyć interpretacjom współczesnych historyków? Tym bardziej niewolnym od określonego, narzuconego sposobu myślenia (nawet nieuświadomionego, z czego sam Niesiołowski-Spano zdaje sobie sprawę), o jawnych ideologicznych nadinterpretacjach nie wspominając. Ironię stanowi już chyba samo to, że Prowadząca pyta się o pilnowanie się historyka, by nie nakładać współczesnych interpretacji, a Niesiołowski-Spano odpowiada jej o nieufności do starożytnego tekstu! Bo Niesiołowski-Spano pakuje do swoich twierdzeń mnóstwo współczesnych interpretacji, z góry założonych pod odpowiednią materialistyczną interpretację, by móc uprawiać określoną dialektykę! Dlaczego autor napisał, co napisał, dlaczego rzekomo autorzy Ewangelii Mateusza i Łukasza zmyślili Betlejem jako miejsce narodzin Jezusa (a nie czy Jezus rzeczywiście się tam narodził, ale wiadomo, że jednoznaczne świadectwa źródeł odrzucamy wedle założonego a priori widzimisię) itd. Dlaczego Jezus miałby mieć takie, a nie inne pochodzenie społeczne (bo gdyby, zgodnie z relacjami Ewangelii, miał inne, to nie zgadzałoby się to z określonymi teoriami społecznymi), dlaczego został zgładzony przez Rzymian itd. dlaczego koncepcje mesjańskie za czasów monarchii Izraela i Judy miałyby być takie, a nie inne, choć tak naprawdę nie wiemy, jakie dokładnie były itd. No ręce po prostu opadają…

Do tego jeszcze pod koniec wywiadu sugestie jakoby niższego poziomu polskiej nauki, w tym historii i biblistyki, który miałby rzekomo wynikać z dominującej w Polsce wiary katolickiej, w porównaniu z zagranicą, czyli w domyśle zlaicyzowanym Zachodem. Czyli pielęgnowanie typowo polskich kompleksów niższości. To niesłychane, jaki wpływ miała komunistyczna propaganda PRL-u, ile szkód narobiła. I nie chodzi mi tutaj o ewidentne kłamstwa (np. na temat zbrodni katyńskiej czy wyższości ustroju socjalistycznego), ale ogólnie na mentalność Polaków, w sprawach nieraz zdawałoby się bardzo odległych od ustroju komunistycznego. W tym na myślenie o nauce, gdzie udało się dość powszechnie wbić ludziom do głowy przekonanie o dialektycznym przeciwieństwie nauki i religii oraz domniemanej wyższości tzw. nauki i rzekomych metod naukowych nad religią czy filozofią. I te chwasty trzeba dzisiaj mozolnie wypielać.

To, że ktoś będzie siebie samego określał jako świeckiego, „obiektywnego” badacza rzekomo uprawiającego naukę, nie oznacza, że tę naukę rzeczywiście rzetelnie uprawia. Ani, że jego wywody są lepsze, czy bardziej naukowe od badaczy otwarcie deklarujących swoją wiarę naukową. Materia badawcza jest ta sama, tylko należy ją możliwie bezstronnymi, powszechnie akceptowalnymi metodami, badać. Tylko że moje doświadczenie jest takie, że na teksty religijne, zwłaszcza biblijne, patrzy się z góry założonymi uprzedzeniami, w przeciwieństwie do wielu innych, gdzie czynnik religijny nie wchodzi w grę, lub jest zaniedbywalny (ostatecznie starożytni byli powszechnie ludźmi w jakiś sposób religijnymi). Negacja, odzieranie przekazów z wszystkiego, co wspierałoby tradycję religijną, nie ma nic wspólnego z naukowością. To tylko wymuszanie, narzucanie materialistycznego, ateistycznego spojrzenia, czy to marksistowskiego, czy jakiegokolwiek innego. Często wbrew po prostu danym, czy innym zaprzeczającym temu faktom.

Poprawne, w mojej opinii, podejście byłoby inne, oparte nie tyle na samej wierze ile bardziej na pewnym zaufaniu do źródeł, a nie od razu pogardliwej podejrzliwości. Moje doświadczenie jest takie, że nawet najbardziej perfidne propagandowe wypociny, nawet komunistyczne opracowania, encyklopedie, mimo wszystko zawierają procentowo o wiele więcej prawdy, niż wprost kłamstw i wymysłów. Po prostu kłamać jest ciężko, zwłaszcza gdy pewne sprawy są powszechnie znane, toteż stara się je wyprzeć ludziom ze świadomości, bądź po prostu przemilczeć, za to przesadnie akcentować inne, wykrzywiać aspekty. Nawet w omawianym tutaj wywiadzie Niesiołowskiego-Spano więcej jest powszechnie uznanych faktów niż bezczelnych manipulacji, opartych na półprawdach raczej niźli jawnych kłamstwach. Tak działa propaganda.

A więc pierwsze, co moim zdaniem należałoby zrobić, to przyjmując (na razie przynajmniej) wiarygodność źródeł, sprawdzić samą wewnętrzną spójność relacji Nowego Testamentu o Jezusie. I rzeczywiście opowieści te są spójne, co można zobaczyć choćby na przykładzie hipotetycznej rekonstrukcji zamieszczonej w naszym dziale Harmonie biblijne. Dalej sprawdzić, czy relacje te da się uzgodnić z relacjami zewnętrznymi, pozabiblijnymi. I tu też Nowy Testament przechodzi tę próbę dość pomyślnie. Co stanowi mocny argument za jego historyczną wiarygodnością. I stawiając kolejne problemy, można dalej testować jego wiarygodność, prowadzić nad nim badania. I to jest podejście naukowe, wcale nie wymagające odarcia tejże historii z warstwy religijnej, nadprzyrodzonej, cudów i interpretacji teologicznej. Nie trzeba na siłę wszystkiego podporządkowywać ideologii materialistycznej i jej tak naprawdę zupełnie nienaukowym dogmatom! Historia wcale nie jest pozbawiona cudów, przeciwnie, stanowią one (jak np. w czasach współczesnych cud wirującego Słońca w Fatimie w 1917 r., uzdrowienia w Lourdes, cud odrośnięcia nogi w Calandzie w 1640 r. itd.) integralną jej część (niezależnie od ich religijnej czy filozoficznej interpretacji). Nie pisze się historii pod z góry założoną ideologię, to raczej ideologia w określony sposób interpretuje ustalone wydarzenia historyczne.

A co do poziomu polskiej nauki, to nie powiedziałbym, że jest on ani specjalnie lepszy, ani gorszy od tego na Zachodzie. Owszem, na polskich uczelniach jest wiele patologii, ale te same, jeśli nawet nie gorsze, patologie powszechnie występują wszędzie, również i na Zachodzie. Wynika to po prostu z samej charakterystyki dość hermetycznego i hierarchicznego systemu akademickiego, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy absolwentów i potencjalnych uczonych jest nadprodukcja, a stare wygi co zbudowały już sobie pozycję za takie czy inne zasługi, pilnują swoich stołków. A dumny ze swojego tytularnej przynależności do elit intelektualnych Łukasz Niesiołowski-Spano swego czasu w pewnym wywiadzie („Nie wszyscy muszą studiować”, kanał YouTube Newsweek Polska, 11 maja 2015 r., link) głosił, że nie wszyscy przecież muszą studiować (ani nawet mieć maturę). W społeczeństwie (także wewnątrz-akademickim) są elity i są prole...

Rzecz jasna, Polska ma swoją własną specyfikę i tutaj z racji powszechnego katolicyzmu, o wiele łatwiej jest uczonym wierzącym (choćby dlatego, że nie są tak bardzo narażeni na szykany, czy to ze względu na wiarę, czy samo zajmowanie się religijnymi tematami, w Polsce jest bardziej zdrowa tradycja tolerancji niż na Zachodzie). Ale jak widać, także niewierzący profesorowie się jakoś trzymają, często wywyższając się ponad nieutytułowanych wierzących, niestety… W Polsce jest oczywiście wielu specjalistów z tytułami, którzy dość pobożnościowo (by nie powiedzieć wprost -dewocyjnie) podchodzą do tekstów biblijnych, często bym powiedział, niestety dość koniunkturalnie, których podejście naukowo praktycznie nic nie wnosi. Ale nie znaczy to, że samo odarcie prac naukowych z aspektu religijnego, ześwieczczenie, zateizowanie ich, podniesie w jakikolwiek sposób ich poziom naukowy. Przeciwnie mam wrażenie, że jest właśnie wiele takich marnych prac, nawet i katolickich wierzących badaczy, którym się wydaje, że zerwanie z tradycją przyda im naukowości. To tak nie działa. Jeśli już na coś narzekać w polskiej nauce (i ogólnie kulturze, także medialnej i politycznej), to bardziej na pewnego rodzaju zaściankowość, brak szerszych horyzontów (przejawiający się także paradoksalnie, w bezkrytycznym przejmowaniu zamiast najlepszych, najgorszych wzorców z Zachodu przez osoby pozujące na oświeconych światowców), serwilizm, niechęć do oryginalnego myślenia (i w ogóle myślenia), kumoterstwo i promowanie swoich oraz rzucanie bardziej ambitnym kłód pod nogi. Typowo polskie piekiełko, gdzie nikt nie może się wyróżniać pozytywnie ponad resztę, a pewnych zwyczajów i układów nie należy kwestionować. Dotyczy to zarówno katolickich księży-profesorów, jak i „starych komuchów” chwalących się publicznie swoją świeckością. Więc nie jest to w rzeczywistości kwestia wyznaniowa. I w tym światku, dr hab. Łukasz Niesiołowski-Spano nauczył się jakoś funkcjonować (skoro przetrwał i kontynuuje karierę naukową), choć moim zdaniem, w rzeczywistości prezentuje najbardziej sprostaczone antybiblijne koncepcje zachodniej radykalnej krytyki. Ale jak widać, komuś te twierdzenia pasują, skoro nie wypadł z tego akademickiego środowiska.

Ostateczna konkluzja jest taka, że wywody Niesiołowskiego-Spano to tak naprawdę pseudohistoria. W swoich wywiadach prezentuje się nie jak obiektywny badacz, a jak zwyczajny propagandysta, manipulujący pojęciami i uciekający się do określonych skojarzeń (Jezus-faryzeusz, rewolucjonista, wichrzyciel czy lewicowiec), by narzucić z góry określony obraz. A jego wizja historii biblijnej jest równie naukowa, jak naukowym był tak określany przez komunistyczną propagandę marksizm.

 

Grudzień 2023

Zgłoś artykuł

Uwaga, w większości przypadków my nie udzielamy odpowiedzi na niniejsze wiadomości a w niektórych przypadkach nie czytamy ich w całości